|
Żeby mieć co wspominać...
KC: Na kogo zagłosuje pan w parlamentarnych wyborach 9 października?
-Nigdy nie byłem hipokrytą. Na karcie z kandydatami na senatora RP postawię krzyżyk przy imieniu i nazwisku mojego syna. Wie pani, czasami to nawet jestem zły, że Tomek postanowił przeżyć życie w biegu, w nieustannym działaniu, nie w spokoju, w ciepłych kapciach przy kominku. Z drugiej jednak strony cieszy mnie, iż odziedziczył taką pasję, że stawia przed sobą nowe wyzwania, stara się realizować nie tylko zawodowo, ale i społecznie. Ja byłem taki sam. Pewnie dlatego mam co wspominać. I powiem szczerze: warto było!
KC: To powspominajmy troszeczkę.
- Bardzo chętnie.
KC: Ludzie zapamiętali pana jako legendarnego dyrektora Zespołu Szkół Technicznych w Ostrowie...
-To miło, że pamiętają, doznaję tej pamięci bardzo często. Jak przez 52 lata jest się nauczycielem, w tym 37 lat dyrektorem dużej szkoły, to absolwentów liczy się w tysiącach. Dlatego kiedy spaceruję ulicami mojego rodzinnego Ostrowa Wielkopolskiego, co chwilę się z kimś witam, rozmawiam. Pamięć ludzka nie jest dokonała, ale rozpoznaję swoich wychowanków, pytam, jak ułożyli sobie życie. Rzecz jasna jednym powodzi się świetnie, innym średnio, są i tacy, którym nie bardzo się udało. Ot, kalejdoskop życia.
KC: Wie pan, że do dziś o Zespole Szkół Technicznych przy ulicy Poznańskiej mówi się do dzisiaj ,,szkoła Gostomczyka” ?
-No cóż, szkoła ta była jakby czwartym moim dzieckiem. Jej historia rozpoczęła się w 1962 roku, kiedy to powstało technikum dla pracujących na terenie ówczesnych, prężnych i wielkich Zakładów Automatyki Przemysłowej. Nowe budynki przy ulicy Poznańskiej pojawiły się w roku 1978, zaś kryta pływalnia osiem lat później. Zaczynaliśmy praktycznie od zera, żeby stać się w dość krótkim czasie szkołą nowoczesną, dobrze wyposażoną w sprzęt techniczno-dydaktyczny. Od 1996 roku ćwiczenia laboratoryjne prowadzone były w nowych salach w ,,Pawilonie”. Tam powstały laboratoria elektroniki, teleinformatyki, komputerów, mikroprocesorów i sterowników. Szkoła dysponuje dziś sześcioma pracowniami komputerowymi podłączonymi do sieci internetowej, są centra multimedialne, dwie sale gimnastyczne, wspomniana pływalnia, studio telewizyjne. Jest tego trochę, prawda? Jestem dumny z wielu swoich uczniów. Największym bodaj sukcesem był srebrny medal Krzysztofa Sobusiaka na Światowej Olimpiadzie Informatycznej w Szwecji w 1994 roku, czy nominacja Michała Florczaka do Konkursu Młodych Naukowców Unii Europejskiej. Blisko 80 procent uczniów ZST kontynuuje naukę na studiach wyższych, chociaż nie wszyscy idą na kierunki techniczne. Mamy filozofów, historyków, ekonomistów. To także mnie cieszy, bo świadczy o tym, że placówka posiada wspaniałych nauczycieli wielu różnych specjalności. Nie mogę nie wspomnieć o sporcie. Zawsze mieliśmy znakomitych sportowców w grach zespołowych, zaś trudno byłoby zliczyć wszystkie tytuły które osiągnęli.
KC: Ale syn Tomasz nie poszedł po podstawówce do szkoły ZAP-owskiej...
-Wybrał liceum. Dość wcześnie wiedział kim chce zostać. Zawsze był dobrym uczniem, pasjonowała go biologia. Pamiętam dzień, w którym przyszedł do mnie i mamy (mama Tomasza Gostomczyka, zanim nie przeszła na emeryturę, była także wybitnym pedagogiem, wieloletnim wykładowcą Studium Nauczycielskiego w Ostrowie – przyp. K. Cz.), i powiedział, że idzie na medycynę. Ucieszyliśmy się, że wybrał tak trudny i wymagający kierunek, gdyż oznaczało to, że nauka jest dla niego bardzo ważna. Na studiach radził sobie świetnie, później w pracy zawodowej równie profesjonalnie. Mówi mi, że zawodowo czuje się spełniony, to szalenie istotne, gdyż praca wykonywana z pasją i przyjemnością zawsze przynosi najlepsze efekty.
KC: Za pana efekty mieszkańcy Ostrowa nagrodzili pana tytułem ,,Ostrowianin Roku”. To ważne wyróżnienie?
-Chyba najważniejsze i najprzyjemniejsze. Przyznawane przez ludzi, którzy głosują na kuponach zamieszczanych w regionalnej prasie. Ja zdobyłem największą ilość głosów w roku 2002. Emocje były wielkie. Byłem szczerze zaskoczony tym wyborem. W momencie zdobywania tego tytułu nie byłem już tak aktywny zawodowo, miałem pożegnanie z udziałem ówczesnej minister Krystyny Łybackiej i sądziłem, że to już koniec zaszczytów. Do tej pory najwyżej ceniłem sobie tytuł Zasłużony Nauczyciel oraz przyznanie mi Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski. Powiem raz jeszcze: warto było tak aktywnie żyć, jest co wspominać!
Dziękuję bardzo za rozmowę.
rozmawiała Krystyna CZAJKA
|