Chciałem tylko pomóc. Pomyślałem, że na przykładzie dwóch prostych fotek przedstawię różnicę między spódnicą, a sukienką, żeby już nigdy nikt nam nie zarzucił, iż owej różnicy nie znamy.
Szukając obrazów na stronach z darmowymi zdjęciami natknąłem się na coś, co pewnie do końca życia spędzać mi będzie sen z powiek i powodować nieuleczalną traumę. Mój mózg ma aktualnie zamiar zorganizować strajk ostrzegawczy, by tylko nie wysłać impulsów, które spowodują, że moje palce napiszą to zdanie. Chodzi bowiem o…męskie spódnice. Niestety nie w wyobrażeniu typu „Braveheart”, w którym pełen godności wojownik w kilcie oczekuje oddzielenia swej głowy od reszty ciała. Przeżyję już nawet sarongi, noszone głównie na Malajach, w Europie zdają się być przyodzieniem wybitnie plażowym. Ale męskie spódnice? SPÓDNICE? Sandra Kurtele, szwajcarska stylistka tworzy właśnie takie wdzianka. Raz, że kobieta i niekoniecznie znać musi odczucia mężczyzny, który miałby pokazywać światu owłosioną łydkę spod różowej, jedwabnej mgiełki swej dolnej części garderoby. Druga sprawa, że Szwajcarka. Obowiązuje tam demokracja bezpośrednia – wciąż jakieś referenda – mogło się w głowie poprzewracać z nadmiaru podejmowania ważnych, politycznych decyzji. Inna rzecz, że kobiety otrzymały tam prawa wyborcze dopiero w 1971 roku. Skoro miewają tam podobne do męsko – spódnicowych pomysły, zupełnie się nie dziwię. Szwajcaria nie posiada, więc słysząc wokoło niemiecki, francuski, włoski, serbsko – chorwacki, albański, portugalski, hiszpański, angielski oraz romansz (pięć grup dialektów) także wpłynąć to może na spójność klepkowego spoiwa. Mogła równie dobrze upaść na głowę śmigając zaśnieżonym stokiem alpejskich gór. Innymi słowy usprawiedliwień może być kilka. Jak jednak wytłumaczyć Romaina Kremera (faceta), który również zajął się męsko – w – damską modą? Poszedł nawet o krok dalej i projektuje sięgające do kostek męskie sukienki. Marki typu Kenzo, Jean Paul Gaultier czy Dolce & Gabbana posiadają w swoich kolekcjach męskie spódnice portfelowe (to takie krótkie z rozporkiem, na którym materiał zachodzi na siebie – nie, żebym wiedział, sprawdziłem na zdjęciu), czy dżinsowe wersje kiltów, które z pierwowzorem wspólną mają tylko nazwę. Teraz najgorsze. Do owych mutantów odzieżowych produkuje się również rajstopy. Powstała specjalna linia – Comfilon. Wyobrażacie to sobie? Idziemy pograć w piłę na sali, wchodzimy do szatni, a tam kolesie zdejmują rajstopy. Człowiek się zastanawiał, czy zakładać co najmniej dziwnie wyglądające kalesony, chociaż mu mróz rysował szronem na piszczelu. Teraz stają się one ostatnim męskim bastionem w wojnie o podspodniową (podspódnicową – o, zgrozo!) dominację. Nie chcę doczekać momentu, kiedy idąc z kumplem na piwo będziemy musieli się wrócić, bo mu w rajstopce pójdzie oczko. (arc)
zdjęcie:www.comfilon.com

|
|
|
Translate - Tłumacz - Übersetzer
|