|
Dać komuś w mordę, siedząc przy kawie!
Polska to naród ekstremalnych wariatów, którzy zamiast iść, skoczyć na bandżi, aby poczuć własny smród w spodniach, woli opluć bliźniego, albo walić się po łbie krzyżem dla rozładowania napięcia psychicznego. Co więcej, uważa się za zbiorowość normalnyą europejską. Jesteśmy chyba jedynym narodem, który nagle, w ferworze kolejnej jatki politycznej przyzna się pewnego dnia, że to nasz krzyż i Jezus nasz, bo to myśmy go sobie tam powiesili i go nie oddamy. Czyżbyśmy byli jedyną niedouczoną, katolicką zbiorowością świata, która nie zna symboliki krzyża. Podstawy zmartwychwstania i wniebowstąpienia, którą znać winien każdy, kto mówi o sobie, chrześcijanin. Do kogo więc mówią z telewizora politycy? Do ciebie? Przecież wiesz, co mówił Jezus o zbawieniu. A może właśnie nie wiesz? Polak w poszukiwaniu lepszego jutra chyba się zagalopował, zapomniał jak z chrześcijańską pokorą w latach 80 – tych podejmował pracę u „obcych”, a dziś liczy na ich otwartość wysyłając swoje dziecko do Londynu, Paryża czy Berlina? Zróbmy, więc kolejną Owsiakową zbiórkę i wykupmy parę ekstremalnych usług dla naszych „bonzów narodu”. Dajmy politykom polatać szybowcem albo skoczyć ze spadochronem, by się chłopaki i dziewczyny wyżyły, wyszamotały tak do kości. By poczuli w majtkach swój śmierdzący strach przed bliźnim, którym codziennie karmią tych, którzy im zaufali. Może by wtedy zrozumieli, czym jest wiara? Może skończyliby prowokować Boga w naszym imieniu.
|