|
„Prorocy” wykrzykują przepowiednie o kresie.
felieton
Czy mamy już dość swojego świata, że wciąż wskazujemy czas jego końca? Z masochistyczną podnietą dzisiejsi „prorocy” wykrzykują przepowiednie o kresie tego, co znamy, czym żyjemy i jednocześnie współtworzymy. Czy natura ludzka potrzebuje strachu, by głębiej odczuwać? Być może są to chwyty o czysto ekonomicznym podtekście, gdyż człowiek przekonany o zbliżającej się zakładzie nie będzie już upychał ciężko zarobionych pieniędzy w skarpecie. Wyda je na niewielkie uciechy, które osłodzą nieco czas oczekiwania, a jednocześnie poruszą delikatnie zardzewiałą machinę lokalnej gospodarki. Proroctwa takie powodują również wzmożony ruch w nurcie grup religijnych. Tych większych – istniejących przez tysiąclecia, jak i tych mniejszych, powstałych na potrzeby chwili. Chętnie pomogą w zbawieniu duszy, skoro sąd ostateczny jest już tak blisko. Oczywiście, na walkę z Twoim grzechem niezbędne będzie wsparcie finansowe.
Osobiście oczekuję pomysłu na kolejną z dat światowego eksodusu w nicość. Skoro nie nastąpił błąd roku 2000, a Majowie polegli na froncie układania kalendarzy. Podany przez nich termin zagłady miał wszelkie prawo stać się poważnie branym pod uwagę. Przynajmniej w Polsce. Rodzimi malkontenci przekonani o klęsce Euro 2012 mogli jako jej przyczyny podać oprócz braku autostrad, braku rozbudowy kolei, czy felernych stadionów również koniec świata. Z drugiej strony bardziej prawdopodobne jest, że gdy Indianin wyznaczony do układania terminarza dat istotnych dotarł do roku 2012, poszedł doglądać swoich drzew owocowych będąc świadomym, iż ani on, ani jego współplemieńcy tych czasów nie dożyją. Wielkiej presji też nie odczuwał, jako że według Majów świat kończył się już trzykrotnie, nie było więc to nic nadzwyczajnego.
Kolejną konkretną datą jest rok 2060, którą na podstawie Biblii obliczył Isaac Newton. Przed nami zatem 48 lat w okresie których możemy spokojnie dalej martwić się o nasze rodziny, domy, stan posiadania. Mam jednak wrażenie, że jeśli sami nie zakończymy bytu tej planety, niebezpiecznie grając w dwa nuklearne ognie, odbierając wszelkie możliwe surowce, a dając w zamian przytrute środowisko naturalne, pozwoli nam tu gościć przez następne setki lat. (Artur Kołaciński)
|